Jak donoszą formalne, godne zaufania źródła nikt nie jest w stanie czuć się bezpiecznie – nawet grając na swojej ulubionej djembe. Wiadomo dziś, iż wąglik dokonał ataku w bardzo nieoczekiwanym miejscu. Do jednego z londyńskich szpitali przyjęto osobę – nosiciela wąglika, którą to bakterią została zarażona najpewniej w trakcie grania na afrykańskim bębnie. Podczas, gdy nie jesteśmy pewni miejsca, w którym dokonujemy zakupu bębna, określamy takową transakcję mianem tzw. “noname”, co oznacza – bez żadnego konkretnego rodowodu. Może wówczas spotkać nas to samo. Zawodowe firmy wytwarzające instrumenty perkusyjne w 100% zadbają o nasze bezpieczeństwo, o nasze zdrowie, ale i także o swój własny wpływ. Dotyczy to na przykład instrumentu o wdizęcznej nazwie : bębny ibo. Rękodzieło, bo jak inaczej nazwać taki niby przyrząd do muzykowania pochodzące z Afryki z pewnością nie jest testowany, ani nie podlega żadnemu monitorowaniu towarowemu.
Nasza pasja do grania na instrumentach perkusyjnych musi być świadoma.
Musimy pamiętać, że możliwości zachorowań tego typu to nie jest sprawa jednostkowa, czy pojedynczy przypadek. Na ten przykład można przytoczyć: producentów kong w Connecticut (USA), którzy naciągali na swoje instrumenty rzekomo renomowane afrykańskie skóry, które nie przeszły żadnych testów bezpieczeństwa, a były nosicielami bakteriami bacillus anthracis (New Scientist) – to w 2001. W 2006 pojawili się pacjenci – bębniarze z tymi samymi objawami, ale w Szkocji. Uważajmy więc na afrykańskie bębny!